26.01.2018
19:00


Pełna kultura

Vivat Mozart!

Vivat Mozart!
 Echo Newsletter  Nie przegap - zapowiedzi wydarzeń, konkursy, newsy!

FESTIVO
Vivat Mozart!

Koncert symfoniczny

Artyści:
Orkiestra Symfoniczna Filharmonii w Szczecinie
Joanna Kowalczyk - flet
Mira Farkas - harfa
Rune Bergmann - dyrygent

Program:
Wolfgang Amadeus Mozart - Uwertura do opery „Czarodziejski flet” KV 620
Wolfgang Amadeus Mozart - Koncert na flet i harfę C-dur KV 299
Wolfgang Amadeus Mozart - Symfonia nr 40 g-moll KV 550

Muzyka jako efekt czystego natchnienia była w epoce klasycyzmu rzadkością. Utwory powstawały zazwyczaj na zamówienie księcia lub cesarza. Z kompozycji, które znalazły się w programie piątkowego koncertu, jedynie utwór na flet i harfę KV 299 powstał na zamówienie. Natomiast opera „Czarodziejski flet” oraz Symfonia g-moll KV 550 to muzyka, która jest zapowiedzią nowej epoki, wolnej od feudalnej więzi arystokrata – kompozytor. 

Gdyby się dobrze zastanowić, należałoby stwierdzić, że w kręgu XVIII-wiecznych oper chyba nie ma dzieła bardziej rewolucyjnego niż „Czarodziejski flet”. Opera ta nie była owocem zamówienia jakiegoś żądnego nowych rozrywek księcia, ale jej idea zrodziła się w gronie przyjaciół. Pełną przygód i niesamowitości historię Tamina przyrządzili Emanuel Schikaneder (impresario i śpiewak), Karl Ludwig Giesecke (niemiecki aktor i librecista) oraz Mozart. Błaha opowiastka pełna stworów, dziwnych leśnych istot i wybuchów (już wówczas lubowano się w efektach!) rychło przerodziła się w operowy traktat na temat dobra i zła, mądrości i szaleństwa, bezpieczeństwa i trwogi. Najbardziej rewolucyjna kwestia została wszak ukryta w wątku głównego bohatera Tamina: oto dostąpi on stanu szlacheckiego, gdy przejdzie przez szereg prób. A zatem to nie urodzenie, ale czyny człowieka stanowić będą o jego wartości! Nie ulega kwestii, że tego typu rewolucyjne treści (korespondujące zresztą z wydarzeniami we Francji) były związane z ideologią wolnomularską – wszyscy trzej wspomniani panowie byli masonami. Dlatego też w operze wszechobecna jest na przykład liczba trzy. Tonacja uwertury, Es-dur (trzy bemole), początkowy akord powtórzony trzykrotnie, trzy damy, trzej chłopcy itd. Ciekawostką jest także fakt, że po wolnym wstępie w uwerturze usłyszymy fugato (nawiązanie do fugi), a to widomy znak ostatniego, najdojrzalszego okresu twórczości Mozarta, kiedy muzyczna przeszłość spotykała się z awangardową teraźniejszością.

Symfonia nr 40 g-moll KV 550 to jakby środek cyklu składającego się z trzech dzieł symfonicznych (nr 39 i 41). Nie posiadamy informacji o żadnym konkretnym zamówieniu na te utwory. Ale wiemy, że powstały w trudnym dla artysty roku 1788, kiedy błagalne listy o pożyczkę do Puchberga (handlarza płótnem) pisał niemal tak często jak muzykę. Nie miał z czego żyć, będąc zawieszony pomiędzy „trwogą a nadzieją” (Immer zwischen Angst und Hoffnung, słowa samego Mozarta). Publiczność epoki klasycznej nie była ciekawa cudzych dramatów, nawet jeśli były przesłonięte nienagannym gorsetem klasycznej formy, dlatego Symfonia g-moll nie biła wówczas rekordów popularności. A do głosu dochodzi tu prawdziwy niepokój, strach, a nawet udręka, jakie towarzyszyły wówczas artyście. To nie jest Mozart-ptasznik czy Mozart-żartowniś. Miast muzycznego Dyla Sowizdrzała poznajemy, podobnie jak we „Flecie”, twórcę trafionego przez pociski losu. 
W solowej odsłonie koncertu usłyszymy Joannę Kowalczyk, na co dzień zasiadającą na pozycji pierwszej flecistki szczecińskiej filharmonii, oraz węgierską harfistkę, absolwentkę Akademii im. F. Liszta w Budapeszcie Mirę Farkas. Wykonanie koncertu Mozarta pewnie będzie przyjemną odmiana dla artystki usposobionej romantycznie – zauważmy bowiem, że większość repertuaru solowego na ten instrument pochodzi z XIX wieku. Panie wykonają koncert podwójny na flet i harfę KV299. Ta przebojowa kompozycja powstała podczas pobytu Mozarta w Paryżu w kwietniu 1778 roku. Zbudowana jest klasycznie z trzech części, a partie fletu i harfy zestawione są ze sobą niezwykle pomysłowo. Oba instrumenty zachowują swój charakter, na przykład flet jest śpiewny i radosny, a harfa brzmi bajkowo. Żaden nie dominuje, a pewne muzyczne spory kończą się zgodą (czyli C-dur).

Fakt, że ów koncert powstał na zamówienie, oczywiście w niczym nie umniejsza jego wartości, wszak na zamówienie powstało wiele arcydzieł. Mozart udzielał wówczas lekcji Marie-Louise-Philippine Bonnières, najmłodszej córce księcia Guînes. Książę, ponoć znakomity flecista, zamówił u Mozarta kompozycję, którą mógłby wykonywać z córką. I tak powstało arcydzieło eksponujące po raz pierwszy harfę, instrument do tamtej pory znany raczej w kręgach muzycznych amatorów. Muzyka 22-letniego kompozytora jest jeszcze pełna beztroski, ciężkie czasy dopiero nadejdą. Chociaż już ta muzyczna zabawa nie skończyła się wesoło, bo książę… rachunku za ten koncert nie uregulował.

Vivat Mozart!
Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

Małopolska 48, 70-515 Szczecin

91 430 95 10, 539 94 94 54 - kasa
sekretariat@filharmonia.szczecin.pl
www.filharmonia.szczecin.pl